Słyszę jak się
zbliża, boję się. Jest coraz bliżej. Jus obejmuje mnie mocniej. Jesteśmy w
szafie, tu czujemy się bezpieczniej. Czuję zapach mamusi, jakby była teraz przy
nas. On zawsze to robi kiedy jej nie ma.
-Kiimberly,
Juustiiineee!! Nie ukrywajcie się, przecież nic wam nie zrobię - woła, zawsze tak
mówi. Trzęsę się ze strachu, a moja siostrzyczka zasłania sobą wejście do
szafy.
-Kiki nie bój się,
jestem przy tobie i nie pozwolę żeby coś ci zrobił - szepcze, przytulając moją
twarz do siebie. Łzy ciekną mi po policzkach. Nagle szafa się otwiera.
-Wszędzie słychać
ten twój żałosny szloch! - warczy. Złapał mnie za włosy i zaczął ciągnąć. Jusi
krzyknęła i ugryzła go w rękę. Krew ciekła po jego dłoni.
-Aaaa pierdolona
kurwo, co żeś narobiła! - wrzeszczy uderzając ją w twarz z pięści. W drugiej
ręce trzymał scyzoryk, którym zaczął wymachiwać w kierunku Justi.
-Teraz też jesteś
taka cwana? No dawaj mądralo! Hahaha
widzisz, już się na mnie nie rzucisz, nie jesteś już taka odważna! - drwi.
Wszystko widzę jakby w zwolnionym tempie. Justine z krzykiem biegnie w jego
stronę a on wbija nóż w jej brzuch. Gdy upada na ziemię jestem już przy niej
płacząc i błagając aby już nic nam nie zrobił. On jednak ma dzisiaj dla nas
trochę inne plany. Bierze mnie za włosy i ciągnie w stronę łóżka…
***
To wszystko na dziś :) Mam nadzieje, że wam się spodoba :D Komentujcie :*